Warto wychodzić poza standardy

Ze słuchaniem popełniamy ten sam błąd, co z oddychaniem – zakładamy, że nie trzeba się do niego przykładać. Tymczasem, świadome słuchanie ułatwia komunikację, a czasem może być przepustką do lepszej jakości życia. Jednak, jak zrozumieć mieszkańca, gdy nie odrywa on wzroku znad smartfona i mówi językiem  “Pokolenia X”, “Pokolenia Y”, “Millenialsa”, “lat 80”, “lat 90” i jeszcze “babyboomers”?

Tak jest łatwiej. Tak jest szybciej

To krzywdzące, mówić o ludziach, że są jakimś pokoleniem. Słyszałam na konferencji Smart Metropolia w Gdańsku, jak w ten sposób określano ludzi. I budziło to mój sprzeciw. Rozumiem, że tak jest łatwiej, że tak jest szybciej, że to tylko na potrzeby spotkania, ale… każdy z mieszkańców ma swoje unikalne potrzeby. To wraz ze zmieniającym się światem zmienia się styl życia i postrzeganie niektórych zadań życiowych. To nieprawda, że kobiety odkładają macierzyństwo, bo chcą podróżować (choć ta reklama próbowała coś takiego przekazać). One odkładają rodzenie dzieci, bo w epoce braku etatów i prac dopasowanych do ich wykształcenia, potrzebują naprawdę dużo pracować, aby zapewnić sobie i dziecku bezpieczeństwo. Mężczyźni zmagają się z tym samym. Z wieloetatowością i brakiem pracy dopasowanej do umiejętności.

Miasto tym się różni od wsi, że jest bardziej elastyczne

Podobnie z seniorami. Jak słyszę o tym, że niesamowitym osiągnięciem w tworzeniu miasta dla seniorów jest postawienie ławeczek  – to ogarnia mnie pusty śmiech. Seniorki, które znam, uczestniczą w zawodach sportowych, pracują, a dopiero w wolnych chwilach zajmują się wnukami. Do lekarza dojeżdżają własnymi samochodami i denerwują się, gdy w przychodni jest spóźnienie, bo wtedy nie zdążą zrobić kolejnych zaplanowanych w kalendarzu rzeczy. Ławeczki są miłe, ale są oczywistym dodatkiem do życia w mieście. Zresztą, miasto tym się różni od wsi, że jest bardziej elastyczne. Że więcej w nim możliwości. Bez względu na wiek, płeć, kolor skóry. Współczesny senior to człowiek zaangażowany w swoje życie. W jego centrum jest praca, najbliżsi oraz najbliższe otoczenie. Dopiero w następnej kolejności kościół i przesiadywanie na ławeczce.

Warto wychodzić poza standardy

Dlatego uważam, że warto wychodzić poza standardy. Tylko wtedy stworzymy miasto dopasowane do prawdziwych mieszkańców. Czas zacząć słuchać ludzi i przestać zasłaniać się przepisami. One powstały w czasach, gdy urzędnicy byli osobnymi bytami i nie potrzebowali ludzi, żeby działać. Współczesny urząd miasta to miejsce, które świadomie tworzy miasto: plastyczne, przyjazne do życia i wychowywania kolejnych pokoleń. Nie “millenialsów” czy “igreków”, ale żywych, z krwi i kości, ludzi. Rolą burmistrza jest więc wiedzieć, jaki jest współczesny mieszkaniec. O czym marzy? Czego pragnie? Co będzie dla niego pomocne? Współczesny świat wymaga od ludzi zdecydowanie większej elastyczności niż dawniej. Czy przebywanie na terenie miasta bez meldunku to wystarczający powód, by nie traktować mieszkańca, jak mieszkańca? Jakie korzyści czerpie miasto z przyjmowania pod swój dach emigrantów? Czy rolą miasta jest dawać oparcie każdemu, czy każdemu, kto potrzebuje? A w takim razie, według jakich kryteriów zmierzyć przydatność poszczególnych ludzi? Czy rodziny zarażone nałogami, ale się do tego przyznają, są mniej przydatne od tych, które udają zdrowe, a w czterech ścianach rozwiązują problem po swojemu? A co z rdzennymi mieszkańcami, którzy stracili dom w wyniku pożarów? Czy mają większe prawa od przyjezdnych, czy takie same?

Moją mocną stroną jest słuchanie. Zachęcam do zadawania pytań. Można w komentarzu do tego artykułu, ale jeszcze lepiej TUTAJ, PRZEZ TEN FORMULARZ

Podziel się:

1 myśl o “Warto wychodzić poza standardy”

  1. Pingback: Ciężko zmusić właściciela do uprzątnięcia posesji? - Joanna Iwanik

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *