Przychodzę do pracy przed wszystkimi, że jestem uważny. Waldemar Dawidowicz w rozmowie z Joanną Iwanik

Część z Was na pewno zna mojego dzisiejszego gościa – Waldemar Dawidowicz jest listonoszem. A także wrażliwym na bezpieczeństwo człowiekiem. I tak się składa, że zna każdy krzywy kamyk na naszych ulicach. Zapraszam do rozmowy. 

 

Dzień dobry, Waldemarze. Bardzo się cieszę, na naszą rozmowę. Wiesz, że jesteś wyjątkowym kandydatem na Radnego?

… bo niemal wszyscy Cię znają i cenią, bo przynosisz im dobre nowiny

Żartujesz sobie.

Niee, jak się zapytasz ludzi, co o Tobie sądzą, to odpowiedzą Ci to samo, co mi, że jesteś grzeczny, uśmiechnięty, obowiązkowy, że dobrze wykonujesz swoją pracę…

Dobrze to słyszeć, bo do mnie takie informacje nie trafiają. Ale to zwykle tak bywa: łatwiej usłyszeć o sobie od trzeciej osoby niż od klienta, czy od sąsiada. Dobrze więc, że takie opinie o mnie krążą po mieście. No i faktem jest, że zawsze przychodzę do pracy wcześniej – przed wszystkimi – a potem kończę przed wszystkimi. Wobec czego nikt nie musi na pocztę czekać w nieskończoność.

Jak trafiłeś do Józefowa?

Sprowadziliśmy się tutaj kilka lat temu. Mieszkaliśmy w okolicy, a w Józefowie mieszkał mój dziadek. Został po nim dom i któregoś dnia postanowiliśmy, z żoną, przygotować go dla nas, żeby nam się wygodnie żyło. Nie ma w tym żadnej ciekawej historii czy sensacji. Zwykła historia.

Wiem, że pasjonujesz się … hmmm… ergonomią. Twój dom też został przygotowany tak, żeby było praktycznie i wygodnie?

Oj tak, to było dla mnie bardzo ważne. Od wielu lat obserwuję urządzenia, pojazdy pod kątem ergonomii. Sam jestem budowlańcem i korzystam z urządzeń, które mają kabinę. Fascynuje mnie, że jedni inżynierowie o tym pamiętają i wdrażają rozwiązania, które zapewniają bezpieczeństwo załodze – a inni całkiem nie. I na nasz adaptowany dom też patrzyłem pod tym kątem. Chciałem, żeby nam było naprawdę wygodnie i przyjemnie po całym dniu pracy.

Czy w związku ze swoją pasją zauważasz istotne rzeczy do zmiany w naszym mieście, żeby nam się żyło wygodniej, bezpieczniej, milej?

Ach, wiele jest takich rzeczy. Przede wszystkim bezpieczeństwo ulic. Niby jesteśmy tacy nowocześni, ale ścieżki rowerowe pełne są pieszych, którzy wchodzą wprost pod koła roweru. Potrzebujemy nauczyć ludzi korzystać z przestrzeni współdzielonej. Potem sposób parkowania samochodów. Ścieżki rowerowe to nie jest miejsce dla samochodów. Zaprojektowanie przy nowych chodnikach zatoczek do parkowania to jest konieczność. Inaczej mamy rozjeżdżone trawniki albo nieprzejezdne ścieżki rowerowe. Konieczne są w mieście równe chodniki. Tu w centrum wszystko wygląda tak cukierkowo, ale wystarczy wejść w miasto i trafia się, co krok na dziurawe drogi, które po deszczu zamieniają się w jeziora. Są nierówne chodniki. Osoby nie w pełni sprawne, z wózkami i na wózkach mają kłopoty, żeby się przebijać przez te wyrwy. A zimą te miejsca pozostają nie odśnieżone albo słabo odśnieżone. Miasto jest nieprzejezdne, co w XXI wieku wydaje się być niemożliwe. A jednak…

Dziękuję Ci, że to mówisz. Coś w tym jest. Ja w swoim programie wyborczym skupiałam się na utwardzeniu dróg, bo to irytujące, gdy co chwila ktoś Ci kurzy za oknem. Ty pokazujesz mi, że równe chodniki to szansa na samodzielność dla wielu ludzi – a to ważny punkt mojego programu wyborczego. Wygląda na to, że masz smykałkę do spraw technicznych i że lubisz ludzi.

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Ale, rzeczywiście, wychodzi na to, że tak jest.

W jaki sposób, Twój talent pomoże naszemu miastu się rozwijać?

Wiesz, ja mam codziennie do czynienia z ludźmi i z kierowcami. Widzę, jak jeżdżą i jak zagrażają życiu swojemu i innych. Chciałbym móc wpływać na programy edukacyjne dotyczące korzystania z miasta. Ty pisałaś na swojej stronie o przestrzeni współdzielonej. I to jest idealny temat dla mnie. Trzeba ludzi nauczyć, ciągle uczyć, jak mają korzystać ze ścieżek rowerowych, jak mają traktować pieszych na chodnikach, że nie mogą jeździć rowerem w słuchawkach, bo to niebezpieczne.

Chcę pomagać też najuboższym. Jako listonosz odwiedzam ludzi, rozmawiam z nimi, wiem jak żyją, co jedzą. Chciałbym, żeby te osoby nie były odprawiane z kwitkiem z MOPS-u. One naprawdę potrzebują pomocy, a typowy urząd jest bezduszny. Chciałbym poruszyć w urzędzie temat autentycznego wsparcia dla najuboższych. Może jakichś dopłat do ogrzewania. Serce mi się kraje, jak patrzę, jak żyją ludzie. Za pięć lat mnie to samo czeka…

Chciałbym też, żeby ludzie chętniej i częściej się ze sobą bawili. Mam dość podziałów i mowy nienawiści. Wierzę, że jak ludzie wyjdą z domów i się poznają – choćby na potańcówkach na dechach – to nie będą opowiadać głupot o sobie nawzajem. Chciałbym zbliżyć do siebie ludzi. A może by się udało zbliżyć pokolenia. Przecież dzieci mogą bawić się w tym samym miejscu, co przesiadują seniorzy. Przyda się to wszystkim. Może udałoby się stworzyć z Józefowa taką enklawę tolerancji…

No i zwierzęta. W mojej pracy listonosza bezpańskie psy potrafią naprawdę uprzykrzyć życie. A przecież ja jestem dorosłym, postawnym facetem. Zwierzęta czują respekt. A co mają zrobić dzieciaki, które wracają ze szkoły, a tam po drodze czeka na nie bezpański pies i warczy? Konieczna jest edukacja dotycząca hodowli zwierząt i pewnie wyłapywanie tych naprawdę bezpańskich. To bardzo ważne.

Waldemar, to co mówisz to są konkrety. Bardzo się cieszę, że kandydujesz do Rady Miasta. Będziemy razem pracować. To będzie dobra współpraca. A czy masz jakieś wady?

No tak… Moja główna wada, to szybciej mówię, niż myślę. I czasem to się obraca przeciwko mnie, bo potrafię chlapnąć dowcip, nie w tym towarzystwie. Ale ciągle się uczę siebie, więc jest szansa, że będą ze mnie ludzie.

A co robisz, kiedy rozmawiasz z kimś o kompletnie skrajnych wobec Twoich poglądach?

Przede wszystkim słucham jego argumentów. Staram się rzeczowo przedstawiać swój punkt widzenia, nie negować tego, co mówi. Jeżeli nie mogę dojść z taką osobą do jakiegoś kompromisu nie wdaję się w żadną „pyskówkę”. Nie rozmawiam. Mówię przepraszam, i że na ten temat nie lubię rozmawiać. I się rozstajemy.

Dyplomatycznie

Owszem. Dzięki temu już wiem, kto będzie na mnie głosował w wyborach. Ludzie klepią mnie po plecach i mówią, że to zrobią.

Wspaniale. Jak to zrobiłeś?

To chyba efekt tego, że ludzie mnie widzą i wiedzą, jak pracuję. Że przychodzę do pracy przed wszystkimi, że jestem uważny przy roznoszeniu poczty, że jestem normalnym człowiekiem – nie bezdusznym urzędnikiem.

A co jest dla Ciebie ważne?

To chyba oczywiste: rodzina i przyjaciele. Mogę na nich liczyć bez względu na problem, który potrzebuje rozwiązania.

Czy miałeś w swoim życiu sytuację, że poszedłeś na kompromis?

Pytasz o zgniły kompromis?

Tak, poszedłem, odpuściłem komuś coś. Ale to dlatego, że zajmowanie się tym tematem nie miało sensu. Święty spokój i zdrowie są dla mnie bardzo cenne. I wiem, że gdybym miał zrobić coś, co zaszkodziloby innym ludziom finansowo, albo wpływało na zdrowie, to zrobiłbym to samo. Nie upierałbym się, jak osioł przy swoim zdaniu.

A o czym marzysz, gdy widzisz spadającą gwiazdę?

Żeby było dobrze; żebym nie musiał się martwić; I żeby córka zawsze miała dobrą pracę. Ale teraz też jest dobrze.  Nie muszę się martwić niczym.

Dziękuję za rozmowę.

Podziel się:

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *