Obiecanki – cacanki. Rozmowa z Joanną Kowalczyk

Dzisiaj moim gościem jest Joanna Kowalczyk – kandydatka z okręgu wyborczego nr 10. Nawet nie wiecie, z jakimi wyzwaniami radziła sobie w życiu Asia?! Jestem wdzięczna, że mogłam o tym usłyszeć i… szlak mnie trafia, jak słyszę takie historie kobiece.

W rozmowie zarejestrowałyśmy to, co ma znaczenie dla przyszłej pracy Joanny w Radzie Miasta, ale wiedzcie, że z takim reprezentantem Waszych interesów to ja sobie życzę pracować:D Dystans, humor i realna ocena sytuacji. Takie diamenty szlifują się tylko w ogniu życiowych doświadczeń.

 

Dzień dobry Joanno. Ciekawe, jakim interesującym cytatem zaskoczysz mnie na powitanie?

‘Czasem jest tak, że to, co się liczy, nie da się policzyć, a to, co daje się policzyć – nie liczy się”. Albert Einstein

Skąd Ty bierzesz te cytaty?

Dużo czytam i wygląda na to, że mam łatwość zapamiętywania. Czasem jedno zdanie takiej pointy mówi więcej, niż gdybym ja się nagadała, natłumaczyła.

Nie lubisz mówić?

Nie, to nie tak. Uważam, że my ludzie za dużo mówimy. Po prostu. A czasem potrzeba złapać myśl i z nią zostać. A jeszcze lepiej złapać tę myśl, zostać z nią, a potem zrobić zgodnie z tym, co ona niesie. Świat byłby bardziej sensownie ułożony, gdybyśmy więcej myśleli, niż mówili.

Radykalnie. A gdybyś Ty miała pełną swobodę i nie musiała nikomu nic mówić, tłumaczyć – w co zainwestowałabyś w naszym Józefowie?

Przede wszystkim w ekologiczny transport. Bywam na Górkach, mam tam rodzinę, znajomych, budujemy dom. Często nie ma jak tu dojechać. Natomiast korek na Wyszyńskiego do Nadwiślańskiej, popołudniami, ciągnie się już od ul. Łąkowej. Marzy mi się rondo… no dobra, chociaż światła. Na tych skrzyżowaniach dzieją się czasem cuda. To niebezpieczne miejsca w naszym mieście.

Jakie masz plany na swoją kadencję, jako radna?

Chciałabym zatroszczyć się o zachowanie naturalnego, leśnego charakteru Józefowa. To dzisiaj taka enklawa spokoju i szansa na wytchnienie po całym dniu pracy w Warszawie. Przydadzą nam się też ścieżki rowerowe na Górkach, które połączą się ze ścieżką na ul. Wyszyńskiego.

A czym się kierujesz w życiu?

Ważna jest dla mnie rodzina, o którą dbam i staram się rozumieć. Potem, żeby nie być bierną niemą i głuchą hipokrytką. To dla mnie ważne, żeby mówić, jak coś jest czarne, że jest czarne, a nie udawać, że jest inaczej. No i żeby wywiązywać się ze swoich zobowiązań. Mam tak, że nawet nie mając siły po całym dniu pracy, robię to, co trzeba: obiecane komuś zakupy, podjeżdżam po leki, czasem obiecany tort.

Koniecznie muszę powiedzieć o moich przyjaciółkach. Są dla mnie bardzo ważne i zawsze korzystam z okazji, żeby zrobić dla nich coś dobrego.

Dziękuję, że o tym mówisz. To wartości bliskie także mnie. Też staję na rzęsach, żeby ludziom w moim otoczeniu było dobrze. Ale już nauczyłam się, żeby nie brać na siebie za dużo. Czy zdarzyło Ci się kiedyś obiecać coś i nie zrealizować tej obietnicy?

Możliwe, że tak – nie ma ludzi nieomylnych. Ale wystrzegam się gołosłowia i składania obietnic bez pokrycia. Jako rodzicowi zdarzyło mi się kilka razy stawać na rzęsach, żeby spełnić obietnicę – wbrew logice. Ale to już tak pewnie jest, jak się ma dzieci.

Moi czytelnicy są bardzo ciekawi, kogo rekomenduję do Rady Miasta. Powiedz, skąd się wzięłaś w Józefowie?

Ach, to banalna historia. W latach 70-ych moi rodzice kupili tu działkę, wybudowali dom, w którym mieszkam do dziś wraz z mężem, córką i mamą. Nie wyobrażam sobie innego miejsca do życia. A przed nami budowa nowego domu – także na Górkach.

Moja historia życia w Józefowie jest nieco dłuższa, ale też nie wyobrażam sobie innego miejsca. Tu jest wszystko, czego potrzeba. A przyznasz się, z czego najbardziej jesteś dumna w Józefowie?

Ze wszystkiego, co się rozwinęło u nas jestem dumna. Pracowałam cztery lata  w Otwocku i mam porównanie, jak u nas idzie wszystko do przodu. Jeżdżąc codziennie latem i zimą, w deszcz lub śnieg, rano – u nas odśnieżone, a wjeżdżając na most od razu wiadomo, gdzie jest granica. Nie mam zastrzeżeń do rozwoju naszego miasta i dlatego należy o nie dbać i dążyć do tego, żeby było jeszcze lepsze i przyjaźniejsze dla nas wszystkich.

Czy to dlatego kandydujesz?

Tak, chcę mieć swój udział w tworzeniu miasta. Tym bardziej, że ta część miasta, w której planuję żyć naprawdę domaga się uwagi. Moi przyszli sąsiedzi są zmęczeni dziurawymi chodnikami, brakiem kanalizacji. Czas, żeby ktoś przemówił w ich imieniu na spotkaniach Rady Miasta.

Rozumiem. A jakie masz na swoim koncie sukcesy? Na jakiej podstawie sądzisz, że Ci się powiedzie. Każdy z radnych, w pewnym sensie, stoi murem za swoją okolicą i swoimi sąsiadami. Oddanie środków Górkom, spowoduje, że inna dzielnica nie będzie miała zrealizowanych kluczowych działań.

Tak, myślałam o tym dużo. Wiem, że łatwo nie będzie, ale przecież wszyscy w Radzie Miasta jesteśmy ludźmi i sąsiadami – porozumiemy się. Tym bardziej, że rejon, w którym mieszkam, czyli ul. Orzeszkowej, już jest w trakcie modernizacji. Będę optować za kolejnymi projektami, aby wykorzystać energię władzy i mieszkańców, do stworzenia wygodniejszej do życia przestrzeni. Mamy XXI wiek. Rozmowa o konieczności tworzenia dobrych dróg i równych chodników w ogóle nie powinna się już odbywać. Czas zająć się kolejnymi wyzwaniami.

W takim razie dobrze będzie Cię mieć w ekipie. Myślimy podobnie.

A jaki jest Twój wyjątkowy talent? Taka smykałka? Do czego masz smykałkę?

Oj, to teraz się zdziwisz. Jestem osobą techniczną. Mój ojciec był mechanikiem samochodowym, zrzeszonym rzemieślnikiem prowadzącym warsztat. Nie miał syna, więc

swoje córki – mnie i moją siostrę – uczył, jak poradzić sobie przy samochodach i w ogóle przy maszynach. Czy wiesz, że ja dzisiaj, gdy jakiś sprzęt w domu zaszwankuje, to odruchowo go reperuję. Zanim zawołam męża najpierw sama muszę pomajstrować.

W czym więc będziesz majstrować, jaka radna? Jak zyska miasto, gdy wykorzystasz swój wyjątkowy talent do masjtrowania?

Wiesz, to jest taka specyficzna umiejętność widzenia drobiazgów. Jak będzie sytuacja problemowa, to moja głowa natychmiast zajmie się poszukiwaniem rozwiązania oraz przyczyny problemu. Nie w kontekście „kto zawinił”, ale co jest prawdziwym problemem. Zadziałanie w tym miejscu to zwykle prawdziwa naprawa i długofalowy rezultat.

Świetnie, to dla mnie także ważne. Mój tato, gdy nauczył mnie kłaść cegły, to nauczył mnie jednocześnie, że to oznacza odpowiedzialność za to, co będzie później- planowania w długiej perspektywie. Jak mówisz o tym, że umiesz znajdować przyczyny, to wygląda to na bardzo spójne z tym, co ja niosę w sercu. Ale ciekawi mnie, przy okazji, czy od kogo jeszcze się uczysz albo uczyłaś. Kto wywarł na Ciebie wpływ?

Przede wszystkim ja ciągle jestem w trybie uczenia się: psychologia, historia, muzyka, polityka. Moi ulubieni autorzy to przecież moi nauczyciele. Teraz czytam księdza Jana Kaczkowskiego. To jest dla mnie przykład człowieka z nieprawdopodobną pokorą i jednocześnie z umiejętnością korzystania z życia. Chcę umieć żyć tak, jak on żył. Na pełnej petardzie.

A z osób, które znałam osobiście to będzie mój sąsiad, Pan Józef. Długo by opowiadać, jak mądry to był człowiek i ile czasu mi poświęcał, a nie musiał. W ostatnim czasie, gdy tyle złych rzeczy działo się na świecie, bardzo mi go brakowało. I jego wniosków, i rad zawsze wyważonych, przemyślanych i niezastąpionych.

A gdybyś Ty miała zostać taką mądrą nauczycielką dla młodych ludzi, to jaką radę byś dla nich miała. Wiesz, taką, która ustrzegłaby ich np. przed popełnieniem Twoich błędów?

Moim zdaniem, najważniejsze, co powinni wiedzieć to, że wiedza to potęga. Że można w życiu rozwijać swoje pasje i że to można robić tak, żeby było i przyjemnie i pożytecznie. I że dążyć do perfekcji w wybranej dziedzinie, bo wtedy zapracowuje się na szacunek i jest się niezależnym finansowo. To zaś powoduje, że zna się swoją wartość i żyje się z uśmiechem na twarzy. I że wszystko w życiu można, pod warunkiem, że jest się zdrowym.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Podziel się:

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *