Dzisiaj łatwo projektuje się miasta dla młodych. A co z seniorami? Rozmowa z Haliną Krogulską

Dzień dobry, Halino. Dziękuję, że znalazłaś czas na rozmowę. Jak się masz dzisiaj?

Dziękuję, jak na podwójną seniorkę całkiem dobrze.

Podwójną seniorkę?

Tak, kiedyś w młodości  byłam w drużynie siatkarek i awansowałam do zawodniczek – seniorek. To był mój pierwszy raz. A teraz jestem seniorką oficjalnie z racji wieku.

I do tego seniorką z poczuciem humoru…

Tak, regularny śmiech jest dla mnie ważny. Zresztą tak samo, jak prawda, szczerość, przyjaźń, miłość. Z nich składa się nasza codzienność i nasze życie. 

A więc jesteś seniorką-filozofką?

Ha, ha, ha… Pięknie to nazwałaś… Ha, ha, ha…

Śmieję się, bo kiedyś byłam typową Matką-Polką, która siebie ustawiała na końcu łańcucha nie widząc swoich potrzeb. A teraz Ty nazwałaś mnie jeszcze inaczej…

A Ty, jak byś siebie nazwała?

Hmm, może po prostu kobieta… Albo aktywna kobieta… Działam, gdzie się da i z pomocą tych, którzy chcą działać. Bo jestem wrażliwa na to, co się dzieje wokół  mnie. Zawsze też jestem gotowa pomóc, gdy trzeba interweniować. Czasem ludzie obawiają się prosić o pomoc, nawet gdy potrzebują, i wtedy takie konkretne działanie jest konieczne, żeby oni przetrwali. 

To dlatego kandydujesz do Rady Miasta?

Tak. I chcę wyciągnąć seniorów z domów. Trochę dlatego, że ja dostałam kiedyś skrzydeł dzięki programowi ESPAR (Europejskie Stowarzyszenie Promocji Aktywności Ruchowej 50+) i wiem, jakie to ważne, żeby być aktywną seniorką. Chcę być przykładem dla innych. Ale też dlatego, że mam taką wewnętrzną potrzebę, żeby zrobić coś nie tylko dla siebie ale i dla tych, którzy są wokół mnie. W każdym razie spróbować – żeby na stare lata nie żałować, że się nie zaangażowałam. I żeby móc powiedzieć, dlaczego coś jest jakieś, zamiast krytykować i pokazywać palcem błędy innych.

Brzmi świetnie. A co zamierzasz zrobić w szczególności? Jako członek Rady Miasta będziesz miała dużo możliwości do działania.

Przede wszystkim zależy mi na seniorach i na tym, żeby wyciągnąć ich z domów. Pewnie, że nie na siłę, ale żeby poczuli, że mogą. I że jest dla nich przestrzeń w mieście. Dla nich – i to  nie tylko dla nich, jako dla opiekunów dzieci.

Obserwuję, że łatwo dzisiaj projektuje się miasta pod kątem młodych ludzi, a zapomina się o tym, że są jeszcze inni mieszkańcy. Jest potrzeba stworzenia ośrodka, w którym mogliby spotykać się ludzie starsi i często samotni – gdzie oprócz spotkań towarzyskich mogliby znaleźć miejsce im przyjazne i na miarę ich potrzeb. Mogliby tu uzyskać m.in. porady medyczne, prawne, spotkać np. psychologa pomocnego przy rozwiązywaniu ich problemów. Tu mogliby też spotkać wolontariuszy (np. młode pokolenie), chętnych do kontaktu i pomocy seniorom. Pośród naszych seniorów jest wielu wybitnych mieszkańców. Ich sprawność umysłowa, intelektualna oraz doświadczenie życiowe pokazują, że mają wiele do przekazania młodym. I tu jest miejsce na międzypokoleniową przestrzeń. I na to aby „zakrzewić” w młodym pokoleniu szacunek dla ludzi starszych, ich wiedzy, doświadczenia. Seniorzy jakoś tak, machają ręką na działania – a potem narzekają, że wszystko jest nie tak. Więc ja chcę działać w oparciu o to, co wiem o seniorach: że to są normalni ludzie, którzy chętnie potańczą „na dechach”, czy posiedzą w kafejce. Trochę mało dzisiaj tych inicjatyw w mieście, ale mam doświadczenie w pracy z kobietami z grupy PRO Kobieta 50+. Sądzę, że dam radę.

Ostatnio trafiłam na informację o pasach 3D dla pieszych. Bardzo mi się podoba ten pomysł i chciałabym go wdrożyć w naszym mieście. Kierowcy rowerów zdecydowanie powinni uważać na pieszych. Nie tylko na seniorów, oczywiście. To bardzo ciekawy i zdaje się tani w realizacji pomysł.

Uczestniczę w spotkaniach Uniwersytetu Trzeciego Wieku. To bardzo ciekawa inicjatywa, ale jest tu dużo kobiet. Chciałabym znaleźć sposób, żeby wyciągnąć z domu również  mężczyzn. W Józefowie  istnieje już i działa grupa  PRO Men 50+. Na pewno można zrobić coś razem.

Byłoby wspaniale stworzyć inicjatywę promującą miasto, która jednocześnie byłaby przyjazna seniorom; która sprawiłaby, że wyszliby z domów. Pewnie nie obyłoby się bez sponsorów z branży farmaceutycznej i promocji zdrowia – takich projektów jest wiele – ale, jeśliby dobrze przemyśleć organizację, na pewno warto. Również pomysł  przywrócenia miastu statusu letniska będzie wymagał  bardzo konkretnych inicjatyw. Chciałabym w tym uczestniczyć.

Opowiesz naszym czytelnikom o swoich sukcesach?

Dzisiaj  jestem bardzo dumna ze swojej córki. Udało mi się ją wychować na wrażliwą osobę, pomimo że ja sama w życiu musiałam być twarda. I teraz ona jest mamą i jest wspaniałą mamą. Z tego mam satysfakcję. Moje serce rośnie za każdym razem, gdy to widzę.

A co Twoim zdaniem ludzie powinni wiedzieć o Tobie?

Hmmm, może to, że lubię ludzi i siebie. Że jestem pozytywnie nastawiona do życia. Że lubię być potrzebna, pomocna. Doradzić kiedy trzeba, a pomilczeć razem z kimś w sytuacji, która tego akurat wymaga. 
A do czego masz smykałkę? Mój tata tak nazywał wyjątkowy talent u kogoś, kogo opisywał. Widzę, że ludzie rozumieją to słowo, więc Ciebie też chętnie o ten wyjątkowy dar pytam.

U mnie w rodzinie też się tak mówiło.  

A co do smykałki, to robię całkiem ładne abażury do lamp. To jest taki „lekko artystyczny” talent i daje mi dużo radości. Nigdy też nie zamykałam się na ludzi, także wtedy, gdy wyprowadziłam się z Warszawy, żeby tu zamieszkać. Powiedziałabym, że mój talent to umiejętność nawiązywania trwałych relacji oraz, może bardziej, to jest takie wyczucie w kontaktach międzyludzkich. Coś takiego jakby delikatność w tych kontaktach. Zresztą, sama widzisz, jak nam się rozmawia…

Ty masz też talent sportowy. Nic o nim nie mówisz, a to przecież takie ważne. Szczególnie w kontekście, którym chcesz zajmować się jako Radna. Tylu ludzi myśli, że sport jest nie dla nich, a Ty udowadniasz, że przeciwnie.

Oj, tak. Coś w tym jest. Ale wiesz, Asiu, jak się coś robi z lekkością i przyjemnością, to jakoś trudno się też o tym pamięta. Dobrze, że Ty zwróciłaś na to uwagę.

Faktycznie tańczę chętnie, jak każdy. Trenuję taniec orientalny, maszeruję z kijami – czyli jestem za pan brat z Nordic Walking. Uczestniczę w Senioradach i Spartakiadach, a moja drużyna zdobywa czołowe miejsca na pudle. Jest się czym chwalić. Na szczęście ciało nie zapomina o tym, że ma się ruszać, więc każdy – także senior – ma szansę wypracować kondycję życia. Spotkałam się nawet z hasłem w internecie „Ruszaj się, to się nie zestarzejesz”. Ja czuję się coraz młodsza – to na pewno przez to, że jestem w ciągłym ruchu.

A co mówisz ludziom, którzy mówią Ci, że cię podziwiają, za Twoją kondycję? Masz też świetną sylwetkę. Na pewno kobiety pytają Cię o to, jak ją osiągnąć. Co odpowiadasz?

Ha, ha, ha… wtedy zapraszam ich na wspólny trening. No nie da się siedząc na kanapie zrobić sylwetki czy kondycji. I wiem, że moi rówieśnicy obawiają się często kontuzji i bólu. Wtedy zawsze tłumaczę, że to ważne, ale ból będzie większy, jeśli się nie ruszą. Niektórzy mi wierzą, niektórzy nie. Ja jestem najlepszym dowodem na to, że moja postawa względem aktywności działa. Jeśli ktoś mi nie wierzy, to może spróbować i przekonać się, że to jednak działa.

Dziękuję za rozmowę.

Podziel się:

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *